niedziela, 06 maja 2012 11:51
to ja - Malina M* tylko młoda
młodsza o hmm - nie powiem o ile ale duuu-użo
zawsze kochałam kapelusze
te zdjęcia zrobił mi w klasie maturalnej, mój szkolny przyjaciel, to takie odległe czasy ...
byliśmy nierozłączną trójeczką - dwaj chłopcy i ja, razem w podstawówce, razem w ogólniaku, w tej samej klasie, w tym samym kółku matematycznym tylko ja dodatkowo w szkolnym kabarecie ... cóż, chłopcy nijak nie dali się przekonać do publicznych występów chociaż do wygłupów to bardzo byli skorzy.
Zdjęcia robione są w szkole, tuż przed maturą
tak się złożyło że zajęcia ich kółka fotograficznego odbywały się w tym samym czasie co próby mojego kabaretu, stąd kolega miał przy sobie aparat a ja przytargany z domu, w wielkiej tajemnicy, elegancki kapelusz mojej Mamusi.
Kapelusz służył mi jako rekwitzyt do roli w "Zielonej Gęsi" baronową grałam, nie gęś
a to coś, co trzymam w dłoni, to nie papieros, to pędzel, malowanie od dzieciństwa było moją pasją, podobnie jak literatura i królowa nauk, matematyka
Pamiętam swoja maturę.
Z polskiego pisałam wolny temat "Moja wizja Wesela"
Z wizjami to ja nigdy kłopotu nie miałam a poza tym temat bezpieczny bo wizja autorska, byle tylko błedów nie nasadzić. Na ustnej maturze wylosowałam rodzaje humoru w Lalce i artyzm w Sonetach Krymskich, no i jeszcze coś o Kolumbach - miodzio na moje serce.
Królowa nauk to była na maturze pestka.
W szkole nasz matematyk całkiem nie konstytucyjnie się zachowywał, na samym początku podzielił naszą klasę na dwie części, każdy miał do wyboru - czy chce do matury czy na studia. Klasówki były na dwóch tablicach, oni inne, my inne, stopnie niestety bez róznicy, tylko u nas na piatkę to umiał Pan Bóg, na czwórkę nauczyciel a my jak dobrze poszło na trójeńkę, znaczy na okres "podciągał" do czwórek. To wcale nie jest śmieszne, bo mój Tatuś był bardzo surowy, lufa nie wchodziła w grę.
Pamiętam jedną taką klasówkę , byłam dumna że mi się udało skomplikowany dowód przeprowadzić, na drugi dzień przychodzę - lufa, poleciałam z kartką żeby się wykłócić a pan na mnie popatrzył i słodko zapytał - a jakie to są liczby? , no to ja - rzeczywiste - a gdzie to napisane? bo dla urojonych to twój dowód do śmieci mozesz wyrzucić. Takim sposobem wbiłam sobie do głowy na całe życie oznaczanie dziedziny.
Co było w domu to nie wspomnę .
W mojej klasie trójkaplus na studia to było coś o niebo wyżej niż czwórkaplus do matury. Zgrzytaliśmy zębami ale dzięki temu jestem teraz kim jestem, w sensie zawodowym, bez śpiewajacej matematyki na wstępnym na studia nie mialabym żadnych szans, żadnych, wtedy obowiazywały punkty za pochodzenie, których nie miałam i prywatne lekcje rysunku, o których nie wiedziałam.
Za to z fizyki na maturze byłam całkiem cieniutka, delikatnie mówiac - zupełny tumanek.
Fizyki nie znosiłam, uczyłam się tylko na stopień i natychmiast zapominałam. Ale od czego miałam chłopaków, ten od zdjęć przysłał mi ściągę z jednym zadaniem, wiedział od razu, na którym się potknę.
Występy w kabarecie też bardzo mi się na tej fizyce przydały bo ze sceny znali mnie wszyscy nauczyciele.
Jak skończyłam przepisywanie zadanka ze ściągi zobaczyłam nad sobą polonistę, nie mojego bo ja miałam polonistkę, myslałam, że umrę a on tylko szepnął - Hanka, pisz szybciej.
Z łezką wspominam maturę i kasztany, i nauczycieli, i kolegów ... i tamte szalone lata
Dzisiaj zrobiłam jeden krok do tyłu, jutro zrobię dwa kroki w stronę marzeń
jutro będę "ja - nie ja" w fotomontażach
. .z przyjemnością polecam - Malina M*.
jeśli podobał Ci się ten wpis
to wejdź


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz