sobota, 10 listopada 2012 18:17
I czegóż chcieć od tego Wani
toć jego winy nie ma w tym
wszystkiemu winna tamta pani
że poszedł za nią tak jak w dym.
usłyszałam dzisiaj balladę Bułata Okudżawy ...
*
A czegóż chcieć ode mnie, że ja jak w dym za wąsami ???
wszak miłość do wąsów zapisaną mam w genach ...
Moi dwaj kresowi Pradziadkowie nosili wąsy, piękne, długie i sumiaste wąsiska.
To Pradziadek Jan,
najstarsze zdjęcie, jakie mam, zrobione około 1880 roku.
Wąsy pradziadka Jana są poważne i dostojne, bo też poważny i dostojny był ów Jan. Kto by pomyślał patrząc na zdjęcie, że będzie ojcem trzynaściorga dzieci.
Nie można powiedzieć, że ojcem szczęśliwym.
Z trzynaściorga dzieci los oszczędził tylko dwóch synów i dwie córki. W owym czasie, gdy przychodziła epidemia szkarlatyny, rodzice chowali jedno dziecko, wracali z pogrzebu a następne było chore. Prababcia Agnieszka wypłakała za dziećmi swoje piękne oczy.
A to pradziadek Franciszek.
Wąsy Franciszka są wesołe, tak jak jego oczy.
Pradziadek Franciszek doczekał się ośmiu córek i dwóch synów. Panował w swojej rodzinie niczym patriarcha uwielbiany przez żonę i córki. Rano pracował na te swoje szczęścia a potem ;o) potem szedł do kasyna na preferansa. Uważał córki za ósmy cud świata i bardzo się musieli kawaleriowie postarać , by te cuda zdobyć.
Obaj byli szarmanccy, z szacunkiem do kobiet, tacy prawdziwi mężczyźni na dobre i złe czasy, prawdziwa podpora dla kobiety.
A wszystko, jako żywo, przez te wąsy !
Takie wąsy spotkać na swojej drodze to szczęście ...
Czy można się dziwić, że słabość do wąsów
mam zapisaną w genach ...
. .z przyjemnością polecam - Malina M*.
jeśli podobał Ci się ten wpis
to wejdź
sobota, 10 listopada 2012 18:17


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz