sobota, 19 maja 2012 12:49
czas Pierwszych Komunii
dla dzieci, dla rodziców no i oczywiście, jakże by inaczej, dla handlu okazja - bo jak tu dziecku nie kupić, skoro wszystkie mają ... a dziecko to delikatny instrument, wygrać da się prawie wszystko.
No i poradniki internetowe kwitną, im więcej tym lepiej. Już aparaty cfrowe i komputery nie wystarczają, teraz w modzie guady i ipady, tipsy fryzjer i solarium.
Tylko jakoś poradników, jak dać dziecku więcej miłości, więcej siebie, więcej czasu - brak.
Bo czasu coraz bardziej brak a siebie zastąpić wypasionym prezentem najłatwiej .
A kiedyś jednak było inaczej
cóz - w życiu zawsze coś za coś.
To zdjęcie ma prawie 100 lat
to Kajusia, siostra mojej Babci, lubię patrzeć na tę skupioną twarzyczkę i tylko bukiecik stokrotek .
Bo panienka o wzniosłych rzeczach miała w tym Dniu myśleć a rodziców bardziej zaprzątała jej główka i serduszko niż prezenty i popisywanie się przed resztą świata.
moja Mamusia szła do Komunii w czasie wojny - siostry zakonne uszyły wszystkim dziewczynkom liturgiczne sukienki - długie, proste, białe, z błękitnym haftem a po Mszy wspólne śniadanie u sióstr, w ogrodzie - kakao i bułeczki, najlepsze na świecie, było bez prezentów ale z Rodzicami i wielkim szczęściem
a tak ja wygladałam
w tym pierwszym Wielkim Dniu w moim życia
miałam sukienkę dokładnie taką , jak moja Mamusia, tylko nie z płótna a z białej tafty, haft był w kolorze złotym, taki sam był sznur i atłasowe podbicie rękawów.
Trochę cierpiałam - bo tylko trzy miałyśmy sukienki liturgiczne, chciałam wyglądać jak inne dziewczynki, jak księżniczka ale wtedy grymaszenie nie wchodziło w rachubę.
Wianek miałam z żywych, białych, ogrodowych goździków, całą noc pływał w miednicy a ja wychodziłam sprawdzić czy aby nie więdnie
no i pierwszy raz w życiu prawdziwe białe rękawiczki a na szyi ślubny medalik mojej Mamusi
Nie mam indywidualnego zdjęcia, tylko grupowe, ponieważ byłam najwyższa z dziewczynek siedzę w samym środku kompozycji
i pamiętam swoje prezenty
dowiedziałam się po cichu, że dostanę coś, co mają nauczycielki (???) to była nocna koszula - pierwsza prawdziwa - różowa, z koronką , nie jakaś tam flanelowa w kolorowe pajacyki
od Rodziców dostałam wieczne pióro - było czerwone z białymi żyłkami a od Dziadzia maleńki zegarek na czarnym rzemyczku. Nosiłam go wiele, wiele lat, zgubiłam w pracy, podczas pomiarów w starym pałacu, pewnie wpadł gdzieś między belki stropowe .
Nie pamiętam przyjęcia, chociaż wiem że było - pamiętam za to drogę do Kościoła, szłam za ręce z moimi Rodzicami
chyba nigdy potem nie czułam takiej dumy ...
. .z przyjemnością polecam - Malina M*.
jeśli podobał Ci się ten wpis
to wejdź
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz