czwartek, 14 grudnia 2017

** NA MURKU

niedziela, 20 stycznia 2013 18:57


to ulubione powiedzonko mojego Dziadzia.

- Dziadziu! jutro umyję naczynia.
- acha, na murku! co oznaczało, że ich nie umyję.

Do dzisiaj kiedy podejrzewam, że coś nigdy nie nastąpi mówię – acha, zobaczę te pieniądze chyba na murku! Skąd ten murek w mojej rodzinie, do dzisiaj nie wiem.

I jeszcze jedno powiedzonko pamiętam:

- Dziadziu! nie-eeech mi Dziadziu pożyczy złotówkę
- nie mam! drobne wyszły a grube się powściekały.






Właściwie to On nas wychowywał.
Rodzice pracowali a Dziadziu był z nami cały dzień. On brał nas na kolana, opowiadał bajki a potem opowiadał prawdziwe historie ze swojego życia, o wojnie, o przyjaźni, o honorze, o wartości słowa … o Lwowie, o Kresach, o Marszałku, nawet o pojedynkach. Jako mała dziewczynka znałam cały kodeks honorowy.

Dziadziu Romuald grał na gitarze i śpiewał piosenki Szczepcia i Tońcia, gotował nam ruskie pierogi i faszerowaną kapustę, i kartoflankę z pieprzem i czosnkiem. On zrobił mi prawdziwy wózek dla lalek i kupował znaczki, ubierał choinkę i nauczył co to jest gobelin. Łowił ryby, kolekcjonował stare monety i stare zegary. Przed wojną Dziadziu pracował w sądzie, w Złoczowie, potem była działalność w AK, obóz w Kowlu, przyjazd w bydlęcych wagonach na Ziemie Zachodnie i bieda, straszliwa bieda, bo honor nie pozwolił mu pracować w komunistycznym sądzie, a że na wojnie nauczył się naprawiać zegarki to został zegarmistrzem, chyba kiepskim, bo zarabiał grosiki. Z tych grosików kupował nam słodycze i mikołajowe prezenty, w tajemnicy przyniósł jeża, którego w piwnicy karmiliśmy mlekiem i jabłkami.

Dziadziu czytał nam książki i zachęcał, żebyśmy sami czytali. Nauczył mnie mówić prawdę i cenić odwagę cywilną, nauczył mnie tego, że nie strzela się przeciwnikowi w plecy. Odszedł gdy miałam 17 lat.





A to moje najpiękniejsze, wspólne zdjęcie z Babcią
moją kochaną Babcią Walerią.

Umarła jak miałam 5 lat. Nie pamiętam Jej twarzy, ani rąk ani spojrzenia, nie wiem jak pachniała i jakie piosenki śpiewała mi do poduszki. Podobno byłam Jej oczkiem w głowie. Podobno kochałam Ją małpią miłością, graniczącą z uwielbieniem. Podobno pierwsze samodzielne kroki postawiłam, żeby do Niej pobiec.






Waleria i Romuald, moi Dziadkowie „po kądzieli”

Dziadkowie „po mieczu” mieszkali daleko, wiem, że mnie bardzo kochali, że Babcia Zofia lubiła sadzać mnie po kąpieli na stole i czesać moje złote loczki a Dziadziu Jan chronił przed ukąszeniem pszczoły. Nie uchronił.
Niestety, nie odwzajemniałam Jego miłości, na widok wąsów dostawałam histerii ze strachu.
Bardzo szybko Ich zabrakło, musiały mi wystarczyć opowiadania.






To zdjęcie zrobił mi mój wąsaty Dziadziu Jan, przed rodzinnym domem mojego Tatusia, w Sieniawie.
To był mój pierwszy wyjazd na wakacje. Na tym oknie zdobywałam pierwsze życiowe doświadczenia. Nauczyłam się, że pszczoła z dziadkowego ula, chociaż śliczna i ma skrzydełka to jednak nie jest zabawką i skrzydełek wyrywać nie należy bo zrobi aj.

                                 *

Dzisiaj moja Mamusia Danusia też wspomina swoich Dziadków. Jest chora, leży w łóżku, wyciągnęła stare albumy i obie ugrzęzłyśmy w rodzinnych historiach.






Ludwika i Franciszek
Dziadkowie Danusi a moi Pradziadkowie.





                             

jutro Ich dzień
nie mogę złożyć serdecznych życzeń
ale mogę się za Nich pomodlić



. .z przyjemnością polecam - Malina M*.

jeśli podobał Ci się ten wpis
to wejdź    i zapromuj

niedziela, 20 stycznia 2013 18:57

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz