wtorek,
12 lutego 2013
12:46
bo to życie to bal jest nad bale
mój pierwszy bal
i papciuszki cieplutkie do kostek
pierwszy walc
piegowaty w rajtuzach podrostek
walc z grzybkiem, walc z łezką
walc za mgłą
i koledzy, co jeszcze się śnią
mój pierwszy walc
sentymentalny walc
troszeczkę żal
mój pierwszy, dziecięcy bal
la,la,la … la,la,la …
Pamiętam szkolne bale maskowe.
W Sali gimnastycznej najprawdziwszy parkiet, pod ścianą najprawdziwszy barek z najprawdziwszymi ciastkami i najlepszą na świecie oranżadą, przeraźliwie żółtą, w butelce zamykanej na śmieszne kapsle.
Najbardziej pamiętam ten pierwszy bal. Za muchomora robiłam, w pierwszej parze z rycerzem Rysiem. Rysio miał szyszak ze starego nocnika i niezłomne zasady - jak obiecał, tak też uczynił i nie odezwał się do mnie aż do końca balu. Cóż – godność szyszaka ponoć nieco nadwyrężyłam, sprawdzając czy srebrna farbka nie złazi … złaziła.
A potem była studniówka, szalone tango z promenadą … oczy zakochanego kolegi, pierwszy szampan o północy …
A potem wiele, wiele razy na parkiecie.
Nie mam zdjęć ale fotomontaż – proszę bardzo.
Tańczę dzisiaj szalony taniec ze swoim Bratankiem.
W życiu dogadujemy się doskonale, w tańcu też by tak pewnie było. Nie sprawdziłam. Bratankowi oszczędzę eksperymentów, sobie też … Bratanek jako dziecko w konkursach tanecznych startował a ja to hmm, raczej tak bardziej amatorsko tańczę …
A tu zdjęcie prawdziwe.
Mój Braciszek i jego pierwszy taniec z córką-mężatką.
Co pierwsze, to wieczne. Ten taniec zapamiętają oboje na zawsze.
Swoją drogą zobaczcie – fajnie jest zatańczyć prawdziwy taniec z figurami. Mój Braciszek potrafi. A wszystko przez to, że Braciszek zapalonym brydżystą jest i organizuje w naszej Pracowni piątkowe spotkania brydżowe. Chłopaki mają od swoich żon pozwolenie grania do woli, czyli nawet do rana, ale w zamian muszą chodzić z żonami na kursy tańca i w konkursach startować.
No cóż – rosyjskie powiedzenie mówi: piszczy a lezie. Chłopaki zęby zaciskają i tańczą – rady nie ma , wszak dla brydża wszystko.
Dzisiaj ostatki, koniec karnawału. Śledzika to i owszem sobie zafunduję ale zatańczę tylko tutaj, wirtualnie, bo ja brydżystką nie jestem.
Niech żyle bal, bo to życie to bal jest nad bale …
niech żyje bal, drugi raz nie zaproszą nas wcale …
orkiestra gra …
i niech gra nam wszystkim jak najdłużej …
. .z przyjemnością polecam - Malina M*.
jeśli podobał Ci się ten wpis
to wejdź
i zapromuj
bo to życie to bal jest nad bale
mój pierwszy bal
i papciuszki cieplutkie do kostek
pierwszy walc
piegowaty w rajtuzach podrostek
walc z grzybkiem, walc z łezką
walc za mgłą
i koledzy, co jeszcze się śnią
mój pierwszy walc
sentymentalny walc
troszeczkę żal
mój pierwszy, dziecięcy bal
la,la,la … la,la,la …
Pamiętam szkolne bale maskowe.
W Sali gimnastycznej najprawdziwszy parkiet, pod ścianą najprawdziwszy barek z najprawdziwszymi ciastkami i najlepszą na świecie oranżadą, przeraźliwie żółtą, w butelce zamykanej na śmieszne kapsle.
Najbardziej pamiętam ten pierwszy bal. Za muchomora robiłam, w pierwszej parze z rycerzem Rysiem. Rysio miał szyszak ze starego nocnika i niezłomne zasady - jak obiecał, tak też uczynił i nie odezwał się do mnie aż do końca balu. Cóż – godność szyszaka ponoć nieco nadwyrężyłam, sprawdzając czy srebrna farbka nie złazi … złaziła.
A potem była studniówka, szalone tango z promenadą … oczy zakochanego kolegi, pierwszy szampan o północy …
A potem wiele, wiele razy na parkiecie.
Nie mam zdjęć ale fotomontaż – proszę bardzo.
Tańczę dzisiaj szalony taniec ze swoim Bratankiem.
W życiu dogadujemy się doskonale, w tańcu też by tak pewnie było. Nie sprawdziłam. Bratankowi oszczędzę eksperymentów, sobie też … Bratanek jako dziecko w konkursach tanecznych startował a ja to hmm, raczej tak bardziej amatorsko tańczę …
A tu zdjęcie prawdziwe.
Mój Braciszek i jego pierwszy taniec z córką-mężatką.
Co pierwsze, to wieczne. Ten taniec zapamiętają oboje na zawsze.
Swoją drogą zobaczcie – fajnie jest zatańczyć prawdziwy taniec z figurami. Mój Braciszek potrafi. A wszystko przez to, że Braciszek zapalonym brydżystą jest i organizuje w naszej Pracowni piątkowe spotkania brydżowe. Chłopaki mają od swoich żon pozwolenie grania do woli, czyli nawet do rana, ale w zamian muszą chodzić z żonami na kursy tańca i w konkursach startować.
No cóż – rosyjskie powiedzenie mówi: piszczy a lezie. Chłopaki zęby zaciskają i tańczą – rady nie ma , wszak dla brydża wszystko.
Dzisiaj ostatki, koniec karnawału. Śledzika to i owszem sobie zafunduję ale zatańczę tylko tutaj, wirtualnie, bo ja brydżystką nie jestem.
Niech żyle bal, bo to życie to bal jest nad bale …
niech żyje bal, drugi raz nie zaproszą nas wcale …
orkiestra gra …
i niech gra nam wszystkim jak najdłużej …
. .z przyjemnością polecam - Malina M*.
jeśli podobał Ci się ten wpis
to wejdź



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz