piątek,
15 lutego 2013
17:57
a niemożliwe staje się możliwe
o tym pięknym miejscu opowiada mój nowy blog
Był rok 1988,
nasz znajomy ksiądz został proboszczem gdzieś, jak wtedy myślałam, na końcu świata, pod czeską granicą. I nic by w tym nie było nadzwyczajnego w końcu mój Wujek był księdzem, mój Tatuś, jego brat, przez wszystkie lata zajmował się naszym kościołem od strony technicznej. Wujek miał wielu wikarych, wikarzy zostawali proboszczami i zwykle kontakt się urywał.
Tym razem było inaczej.
Ksiądz został proboszczem w niewielkiej miejscowości, oprócz kościoła parafialnego, z dobrodziejstwem inwentarza, trafił mu się jeszcze kościół filiany, w pobliskiej wiosce. I tu właśnie historia się zaczęła. Wioska maleńka, kilkanaście domków, kilkadziesiąt "dusz" a kościół olbrzymi, niesamowity i na dokładkę w opłakanym stanie.
Ksiądz pasjonat, z wielkim szacunkiem do zabytków.
I co? I oczywiście Ksiądz jak w dym do mojego Tatusia, żeby pojechał, zobaczył, pomyślał i pomógł.
Wiadomo - Tatuś nie odmówił.
To był czas kiedy ja właśnie doszłam do wniosku, że praca atchitekta, i owszem, jest wspaniała ale przy zabytkach jeszcze wspanialsza by była. A że moja uczelnia prowadziła studia podyplomowe z konserwacji zabytków to je sobie z przyjemnością skończyłam.
I proszę, jak manna z nieba - świeżo po studium taka gratka mi się trafiała!!!
od razu wrzasnęłam więc - też jadę !
I pojechaliśmy.
Na miejscu oniemieliśmy oboje.
Tatuś ze zgrozy ja z zachwytu.
W życiu nie widziałam czegoś takiego - kolos w polu, dookoła góry, lasy, rumianki pachną, motyle fruwają, zające kicają, wokół cisza.
Pierwsza myśl dla kogo oni to budowali ?!! ...
no jak dla kogo ? dla Boga, na Jego chwałę
Weszłam do środka i aż się cofnęłam - wnętrze jak w metropolii, najwyższy światowy poziom ... w tych trawach i rumianku ... eeech pełne zdziwienie i zachwyt.
Ale mój Tatuś wcale się nie zachwycił.
Popatrzył zmartwiony na ogromną rysę, biegnącą przez sam środek elewacji. Wskazywała na niebezpieczne odchylanie się wież na boki.
Wiedział od razu, że sprawa będzie wyjątkowo trudna i wyjątkowo skomplikowana.
I taka była
Historię ratowania tej przepięknej, unikalnej świątyni opowiadam na swoim nowym blogu, poświęconym tylko temu jednemu obiektowi.
ZAPRASZAM
http://kosciolnowawies.bloog.pl/
. .z przyjemnością polecam ten blog - Malina M* .
jeśli podobał Ci się ten wpis
to wejdź
i zapromuj
a niemożliwe staje się możliwe
o tym pięknym miejscu opowiada mój nowy blog
Był rok 1988,
nasz znajomy ksiądz został proboszczem gdzieś, jak wtedy myślałam, na końcu świata, pod czeską granicą. I nic by w tym nie było nadzwyczajnego w końcu mój Wujek był księdzem, mój Tatuś, jego brat, przez wszystkie lata zajmował się naszym kościołem od strony technicznej. Wujek miał wielu wikarych, wikarzy zostawali proboszczami i zwykle kontakt się urywał.
Tym razem było inaczej.
Ksiądz został proboszczem w niewielkiej miejscowości, oprócz kościoła parafialnego, z dobrodziejstwem inwentarza, trafił mu się jeszcze kościół filiany, w pobliskiej wiosce. I tu właśnie historia się zaczęła. Wioska maleńka, kilkanaście domków, kilkadziesiąt "dusz" a kościół olbrzymi, niesamowity i na dokładkę w opłakanym stanie.
Ksiądz pasjonat, z wielkim szacunkiem do zabytków.
I co? I oczywiście Ksiądz jak w dym do mojego Tatusia, żeby pojechał, zobaczył, pomyślał i pomógł.
Wiadomo - Tatuś nie odmówił.
To był czas kiedy ja właśnie doszłam do wniosku, że praca atchitekta, i owszem, jest wspaniała ale przy zabytkach jeszcze wspanialsza by była. A że moja uczelnia prowadziła studia podyplomowe z konserwacji zabytków to je sobie z przyjemnością skończyłam.
I proszę, jak manna z nieba - świeżo po studium taka gratka mi się trafiała!!!
od razu wrzasnęłam więc - też jadę !
I pojechaliśmy.
Na miejscu oniemieliśmy oboje.
Tatuś ze zgrozy ja z zachwytu.
W życiu nie widziałam czegoś takiego - kolos w polu, dookoła góry, lasy, rumianki pachną, motyle fruwają, zające kicają, wokół cisza.
Pierwsza myśl dla kogo oni to budowali ?!! ...
no jak dla kogo ? dla Boga, na Jego chwałę
Weszłam do środka i aż się cofnęłam - wnętrze jak w metropolii, najwyższy światowy poziom ... w tych trawach i rumianku ... eeech pełne zdziwienie i zachwyt.
Ale mój Tatuś wcale się nie zachwycił.
Popatrzył zmartwiony na ogromną rysę, biegnącą przez sam środek elewacji. Wskazywała na niebezpieczne odchylanie się wież na boki.
Wiedział od razu, że sprawa będzie wyjątkowo trudna i wyjątkowo skomplikowana.
I taka była
Historię ratowania tej przepięknej, unikalnej świątyni opowiadam na swoim nowym blogu, poświęconym tylko temu jednemu obiektowi.
ZAPRASZAM
http://kosciolnowawies.bloog.pl/
. .z przyjemnością polecam ten blog - Malina M* .
jeśli podobał Ci się ten wpis
to wejdź

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz