czwartek, 13 grudnia 2012 15:01
Krzyżami się mierzy
tymi białymi, w szczerym polu i tymi stalowymi, w pamiątkowych żołnierskich kasetkach
Dwie historie, tak bardzo do siebie podobne, dwa ludzkie losy, tak bardzo ze sobą związane - Ojciec i Syn
Ojciec - Stanisław Kazimierz Zieliński
urodzony w 1895 roku w Komarnie
Syn - Stanisław Zbigniew Zieliński,
urodzony w 1921 roku w Złoczowie
Gdy pierwszy Stanisław, brat mojej Babci, miał 18 lat wcielono go do wojska zaborcy, nie miał wyboru, musiał walczyć w Armii Austriacko- Węgierskiej
niby zwykła kartka papieru, woskowy dokument, od tej kartki dla żołnierza 1919 roku rozpoczęła się wolność
od tego mementu nie służył już cesarzowi, służył Najjaśniejszej Rzeczpospolitej
a potem mógł podjąć naukę, to indeks 25 letniego Stasia,
student w polskim mundurze, na indeksie pieczęć Universitate Leopoliensi - Uniwersytetu Lwowskiego
Za rok od tej daty urodził mu się pierwszy syn, dostał imię ojca Stanisław, na drugie Zbigniew
Kiedy syn ukończył 18 lat zaczęła się wojna.
Obydwaj, Ojciec i Syn wyruszyli na wojnę.
Już na samym początku stracili ze sobą kontakt. Zrządzeniem losu i okupanta obaj wywiezieni zostali na Syberię. Nadszedł jednak czas, gdy generał Anders zaczął w ZSRR formować wojsko polskie. Niespodziewanie dla samych siebie, na krańcu świata ojciec i syn się spotkali.
I ruszyli przez pół świata
po wymarzoną dla Ojczyzny wolność
Ojciec - porucznik,
6 Baon Sanitarny, 5 Kresowa Dywizja Piechoty
Syn - kapral podchorąży
11 Baon Łączności, 2 Korpus Polski
Najpierw był Irak , potem długa droga.
W końcu trafili do Włoch, każdy swoją, inną drogą.
Nadszedł rok 1944 i Monte Cassino.
Wygląda jak książeczka dla dzieci a to dowód uczestnictwa w jednej z najkrwawszych bitew.
Walczył Ojciec, porucznik
walczył Syn, kapral podchorąży
O baj przeżyli to piekło. Obaj po wojnie znależli się z naszymi Siłami Zbrojnymi w Londynie. Ojciec wrócił do Polski, Syn pozostał w Angli i w końcu wyemigrował do Stanów.
Pamiątki z czasów ich walki o wolność przetrwały schowane w żołnierskim, blaszanym pudełku, przetrwały też w sercach rodziny.
Odznaki, Biały Orzeł, oficerskie gwiazdki, umiłowanie wolności, umiłowanie Ojczyzny.
A to piosenka Czerwone Maki.
Powstała w nocy z 17 na 18 maja 1944 roku. To znaczy dwie zwrotki, trzecia kilka dni póżniej. Słowa i nuty zostały od razu wydrukowane.
Wydrukowano je w czasopiśmie "Na szlaku Kresowej", które to czasopismo wydawane było we Włoszech pod koniec wojny.
Ta pożółkła kartka z frontu to właśnie wydanie "Kresowej".
Ze wzruszeniem czytam te slowa i te nuty.
Dzisiaj, w rocznicę stanu wojennego, napisałam o wojnie,
o losach ludzi, którym wolność zabrano i którzy życie ofiarowali byśmy my tę wolność mieli.
Cieszmy się wolnością.
Im jesteśmy to winni.
. .z przyjemnością polecam - Malina M*.
jeśli podobał Ci się ten wpis
to wejdź








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz